Właściwie to gdzie kończy się Praga? Niby wiemy, gdzie zaczynają się: Bródno, Targówek, Grochów, że przydzielono nas do konkretnych urzędów dzielnicowych, punktów wyborczych, ale przecież ten administracyjny podział to tylko złudzenie. W rzeczywistości Praga nie kończy się ani na żadnym skrzyżowaniu, ani ulicy. Biegnie na pewno od Wisły, bo to jedyna oczywista granica (tam jest przecież inna Warszawa, inne miasto). Z drugiej strony miasta Praga tworzy pofalowaną linię brzegową, złożoną z ostrych cypli, zatok, wysp. Tak, wysp. Bo na Pradze jest coraz więcej miejsc, które do niej nie należą. Są obce. To nowoczesne bloki, które stawia się w plombach po przedwojennych kamienicach. Wśród domów z czerwonej cegły wyrastają architektoniczne potworki, które grodzi się płotem, funduje szlabany, ochronę. Ludzie którzy tam mieszkają nie wychodzą na podwórze w letnie wieczory, nie popijają piwa siedząc na murkach. Przejeżdżają tylko przez Inżynierską, Stalową, Szwedzką i znikają za szlabanem, którego pilnuje ochroniarz w uniformie z nalepkami „skorpion”, „tygrys” albo innego groźnego zwierzęcia. Granicę Pragi wyznacza mentalność ludzi. Są cwaniakami zamkniętymi przed obcymi, ale którzy szybko też potrafia intruzów wchłonąć jako swoich. Jest tu bieda, alkohol, głupota, przemoc, ale i sztuka, kultura której nie ma chyba nigdzie indziej w Warszawie. Bo te wilgotne i zasikane bramy, te trzydziestoletnie kobiety ze spuchniętymi od alkoholu oczami, to przecież prawdziwe życie pozbawione zasłon. Idealna pożywka dla artystów, którzy nie boją się przeżywać i patrzeć. czwartek, 24 września 2009
Obszar
Właściwie to gdzie kończy się Praga? Niby wiemy, gdzie zaczynają się: Bródno, Targówek, Grochów, że przydzielono nas do konkretnych urzędów dzielnicowych, punktów wyborczych, ale przecież ten administracyjny podział to tylko złudzenie. W rzeczywistości Praga nie kończy się ani na żadnym skrzyżowaniu, ani ulicy. Biegnie na pewno od Wisły, bo to jedyna oczywista granica (tam jest przecież inna Warszawa, inne miasto). Z drugiej strony miasta Praga tworzy pofalowaną linię brzegową, złożoną z ostrych cypli, zatok, wysp. Tak, wysp. Bo na Pradze jest coraz więcej miejsc, które do niej nie należą. Są obce. To nowoczesne bloki, które stawia się w plombach po przedwojennych kamienicach. Wśród domów z czerwonej cegły wyrastają architektoniczne potworki, które grodzi się płotem, funduje szlabany, ochronę. Ludzie którzy tam mieszkają nie wychodzą na podwórze w letnie wieczory, nie popijają piwa siedząc na murkach. Przejeżdżają tylko przez Inżynierską, Stalową, Szwedzką i znikają za szlabanem, którego pilnuje ochroniarz w uniformie z nalepkami „skorpion”, „tygrys” albo innego groźnego zwierzęcia. Granicę Pragi wyznacza mentalność ludzi. Są cwaniakami zamkniętymi przed obcymi, ale którzy szybko też potrafia intruzów wchłonąć jako swoich. Jest tu bieda, alkohol, głupota, przemoc, ale i sztuka, kultura której nie ma chyba nigdzie indziej w Warszawie. Bo te wilgotne i zasikane bramy, te trzydziestoletnie kobiety ze spuchniętymi od alkoholu oczami, to przecież prawdziwe życie pozbawione zasłon. Idealna pożywka dla artystów, którzy nie boją się przeżywać i patrzeć.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz