niedziela, 20 września 2009

Dzień Pierwszy














Budzi mnie zaskakująca cisza. Grube mury nie przepuszczają żadnych dźwięków. Przejeżdża tramwaj, autobus, szczekają psy, a tu chłód i cisza. Minęło dziesięć lat kiedy po raz ostatni spałem po tej stronie Wisły. Jest wiosna. Pierwszy poranek, dzień, wieczór. Targowa już tętni życiem. W porównaniu z Mokotowem, który budził mnie powoli kawą i ciastkami na Puławskiej, a sam poranek był delektowaniem się świtem i pięknem świata w Łazienkach - tu wszystko się zrywa nagle i gwałtownie.

Przekupki przed Różyckim wystawiają suszone grzyby, tłuste kaczki zawinięte w folię, syropy malinowe, jajka, mleko, białe sery zawinięte w gazę. Halina jest po sześćdziesiątce i przyjeżdża tu ze wsi spod Wyszkowa od dwudziestu lat.
- Jajka są od Stasia - mówi, gdy pytam czy na pewno nie są z chowu klatkowego. - Jemu się w życiu nic nie wyszło. Co tylko zaczął, to zaraz musiało splajtować. Pieczarkarnia, hodowla koni, a teraz ledwie wiąże koniec końcem. Taki nie fart ma. Nawet żona mu odeszła - mówi Halina, pocierając rękę o rękę, bo marzec jest chłodny w tym roku. Szadź osiadła na metalowej bramie.

- Ma tylko trochę kur i parę kaczek. Na życie ma ty tyle co mu
jajek sprzedam - dodaje i nakłada foliowej torebki dziesięć sztuk.

Jeszcze nic nie wiem i niewiele pamiętam.
Zastawiałem się czy i za co lubię Pragę. Chyba z tej samej przyczyny co Afrykę - Kenię, Sudan, Mauretanię, czy Ukrainę i Rosję. Czyli z powodu bałaganu, chaosu, nieuporządkowania i tego, że nie można być samemu. Ulica się tobą interesuje.


W bramie zaczepia mnie chudy jak patyk mężczyzna.
Ma spuchnięte oczy i trzęsie się z zimna. Jak większość "ludzi z bramy" cierpi na chorobę alkoholową. Widząc "nowego" wyciąga rękę na powitanie. Przez chwilę stoimy w milczeniu patrząc sobie w oczy.
- Który numer?
- Z pierwszego piętra
- Acha.
To ja Dareczek jestem. Jak masz kłopot to wal do mnie jak dym - mówi i po krótkiej chwili nie wypuszczając mojej dłoni rzuca: - Kopsnij kolego piątkę na piwo.
I nie czekając na odpowiedź rzuca: - Odkopsnę w tydzień, słowo honoru. Renta matki przyjdzie to odkopsne - zapewnia.

Daję mu pieniądze, choć wiem, że nigdy mi nie odda. Zresztą on też wie, że nie będę go prosił od zwrot długu. Umawiamy się bez słów, że to pożyczka
bezzwrotna, a nie jałmużna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz